Kilka tygodni temu minister Henryk Kowalczyk zapowiedział ujednolicenie kilku wpłat trafiających do ZUS i NFZ i połączenie ich w jednolity podatek, czyli de facto likwidację 19-procentowego podatku liniowego odprowadzanego przez większość samozatrudnionych.  W jego miejscu miał się pojawić nowy podatek, uzależniony wysokością od dochodu. Minimalny miał wynosić 19,5 proc., maksymalny – 40 proc. (mówiło się o w sumie 5 progach podatkowych). Na zmianach zyskaliby gorzej zarabiający, najwięcej straciliby najbogatsi.

To właśnie wzbudziło najwięcej wątpliwości. Środowiska i organizacje przedsiębiorców podniosły argument, że niesprawiedliwe jest obciążanie tych, którzy inwestują – a więc  i dokładają do obrotu – najwięcej. I którzy ryzykują i pracują więcej niż zatrudnieni na etatach. Wygląda na to, że argumentu tego wysłuchała premier Beata Szydło, która w rozmowie z tygodnikiem „Do Rzeczy” zapowiedziała, że nie zgodzi się na rozwiązanie podatkowe, którego koszty mieliby ponosić przedsiębiorcy. Obecnie rząd pracuje nad nowelizacją, która usprawniłaby ściągalność podatków, zamiast skupiać się na ich podnoszeniu. 

Póki co, rząd nie podaje żadnych konkretów. Wiadomo jedynie, że trwa dyskusja o możliwych rozwiązaniach. Ostateczna decyzja zapaść ma do końca roku. W dalszym ciągu będziemy dla Państwa monitorować sprawę. W przypadku pytań i wątpliwości nasi doradcy podatkowi pozostają do Państwa dyspozycji.

 

Michał Krysik, Marcin Grzelecki