Uruchomienie z dniem 1 lipca 2011 r. systemu viaTOLL, zastępującego system winiet, okazało się tylko pozornym skokiem w nowoczesność, zwłaszcza wobec niedostosowania ustawy o drogach publicznych do zmieniających się realiów drogowych – jednakże jeszcze bardziej martwiące jest to, że taka legislacyjna osowiałość ustawodawcy dawno przestała już dziwić. Obowiązkową opłatą objęto pojazdy o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 3,5 tony i wszystkie autobusy, z wyłączeniem służb ratunkowych i pojazdów zajmujących się utrzymaniem dróg. Osoby niebędące właścicielami samochodów ciężarowych lub autobusów powinny zwłaszcza pamiętać, że opłaty dotyczą również samochodów osobowych ciągnących przyczepę, jeśli masa całkowita pojazdu i przyczepy wynosi powyżej 3,5 tony. Do elementów tworzących system, który przez pewien czas pełnił również funkcję państwowo sankcjonowanego aparatu opresji, zaliczają się przede wszystkim bramownice oraz umieszczane w pojazdach urządzenia (viaBOX), komunikujące się z aparaturą zainstalowaną na bramownicach. Źródłem całego zamieszania był przepis art. 13k ust. 1 ustawy o drogach publicznych, który w poprzednim brzmieniu stanowił, iż za „przejazd po drodze krajowej” bez uiszczenia opłaty należy się kierującemu kara pieniężna wysokości 3000 zł. Właśnie to niedoprecyzowanie przez ustawodawcę tego, czym dokładnie jest „przejazd po drodze krajowej”, doprowadził do sytuacji, że przedsiębiorcy, kierowcy, a nawet ich małżonkowie (zgodnie z artykułem prasowym, zdenerwowana małżonka pewnego kierowcy nie mogła spać zawsze kiedy maż pracował w nocy) rychło popadli w stan, który można określić mianem państwofobii. Berenson, historyk sztuki, mawiał: „Bóg wie, że nie lękam się unicestwienia świata przez bombę atomową, jedna rzecz wszelako napawa mnie przerażeniem: podbój ludzkości przez państwo”. Niestety w niektórych przypadkach na samym strachu się nie skończyło – „Dziennik Gazeta Prawna” informował w 2013 r. o przypadku kierowcy z Grudziądza, który popełnił samobójstwo po tym jak Główny Inspektorat Transportu Drogowego nałożył na niego karę w wysokości 120 tys. zł. Łatwo również znaleźć w sieci informacje o przypadkach nakładania nawet większych kar, np. 250 tys. zł w przypadku pechowego mieszkańca Starogardu Gdańskiego. Na czym dokładnie polegał problem? Właściwe przepisy ustawy o drogach publicznych były niezwykle nieprzychylnie interpretowane przez urzędników GITD. Początkowo nakładano karę w wysokości 3000 zł za przejazd pod każdą bramownicą systemu viaTOLL (których na nawet niezbyt długiej trasie jest z reguły kilkadziesiąt), a następnie od września 2011 r. „przejazd po drodze krajowej” (po zajęciu stanowiska przez ministra właściwego ds. transportu) oznaczał przejazd pod bramownicą wyposażoną w kamerę kontrolną (których jest nieco mniej niż „zwykłych” bramownic). W obu przypadkach dochodziło jednak do absurdalnej kumulacji jednostkowej kary wynoszącej 3000 zł, sięgającej niekiedy przywołanych wyżej kwot – co warte podkreślenia, opublikowany w październiku 2013 r. raport Najwyższej Izby Kontroli wskazywał wprost na tę nieprawidłowość. Jednakże już przed opublikowaniem raportu NIK, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z dnia 24.04.2013 r. (VI SA/Wa 2744/12) wskazał, że GITD poprzez wielokrotne nakładanie kary dopuścił się naruszenia prawa materialnego. Oczywiście przed formalnym wszczęciem postępowania administracyjnego GITD pisemnie wzywał do wskazania kierowcy, pod rygorem nałożenia kary grzywny do 5000 zł na podstawie przepisu art. 96 § 3 Kodeksu wykroczeń. Jak się później okazało, niewskazanie kierującego było najlepszym sposobem na uniknięcie kary, zwłaszcza wobec ogólnej obstrukcji GITD przez podobne sprawy oraz wobec faktu, że część sądów zwyczajnie nie uznawała, jakoby GITD przysługiwały uprawnienia oskarżyciela publicznego. Tak więc osoby, które uczciwie wskazały kierującego, często być może nieświadome niesprawiedliwych kar, straciły najwięcej.

Nowelizacja ustawy o drogach publicznych, która weszła w życie 02.01.2015 r., to krok w dobrym kierunku, zmierzający do wyeliminowania drogowych absurdów. Przede wszystkim, na mocy przepisu art. 4 ustawy o zmianie ustawy o drogach publicznych wprowadzono abolicję dla winnych naruszeń polegających na nieuiszczeniu opłaty elektronicznej, popełnionych przed 02.01.2015 r. Poza tym, za nieopłacenie e-myta odpowiadał będzie teraz właściciel lub posiadacz pojazdu, a nie kierujący. Wysokość kary administracyjnej za nieuiszczenie opłaty zmniejszono z 3000 zł do 1500 zł dla samochodów ciężarowych oraz do 500 zł dla samochodów osobowych z przyczepami. Co najważniejsze, kara będzie mogła być nakładana tylko raz na dobę, liczoną każdorazowo od godz. 0:00, niezależnie od liczby przejechanych kilometrów i miniętych bramownic kontrolnych. Dodatkowo, co w demokratycznym państwie powinno być standardem przy tego typu naruszeniach, określono termin przedawnienia, wynoszący 6 miesięcy od dnia nieuiszczenia opłaty (poprzednio normą były próby ukarania za przewinienia popełnione ponad rok wcześniej). Nowe regulacje nie powinny już więc doprowadzać do samobójstw – mimo wszystko, viaTOLL zebrał swoje żniwo. Do postulatów przyszłych zmian w ustawie należałoby zaliczyć zwolnienie z obowiązku opłacania e-myta samochodów osobowych z przyczepami oraz kamperów (uiszczane w tego tytułu opłaty stanowią tylko ok. 3% wszystkich dochodów Krajowego Funduszu Drogowego). Najważniejszym postulatem (i najbardziej też kolidującym z interesami Skarbu Państwa), który doprowadziłby do całkowitej normalizacji sytuacji, byłoby wprowadzenie powszechnej możliwości uiszczenia opłat w krótkim czasie po przejeździe – obecny system odroczonych płatności wymaga wysokich gwarancji bankowych, dlatego z tej możliwości korzysta tylko ok. 20% użytkowników. Prace nad naprawieniem przepisów dotyczących e-myta trwały ponad dwa lata – oby następnym razem ustawodawca reagował szybciej, a bomba atomowa nie miała już nic wspólnego z aparatem państwowym.