Wyrok jest prawomocny. Wydane przez Frondę „Resortowe dzieci. Media” Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza to książka, która – jak wynika z opisu na okładce – ukazywać ma patologiczne układy funkcjonujące w mediach. Ich korzeni należy – według autorów – doszukiwać się w PRL.
Jak wynika z opisu książki, są w mediach osoby, które swoją pozycję zawdzięczają rodzinom i działającym w nich funkcjonariuszom KPP, PZPR i SB oraz ideologicznym i materialnym powiązaniom z władzami PRL i bezpieką. Dla lepszego zobrazowania problemu, na okładce „Resortowych dzieci”, przedstawiono konkretne postaci, w tym. m.in. dziennikarza „Polityki”, Jacka Żakowskiego.
Z kolei w samym tekście książki trudno doszukać się informacji na temat dziennikarza wywodzących jego rodowód z rodziny komunistycznej. I tych, dotyczących związków Żakowskiego z ówczesną władzą, czy bezpieką. Sam dziennikarz natomiast pozwał wydawnictwo za bezprawne wykorzystanie swojego wizerunku. Zażądał jego usunięcia z okładki książki i przeprosin.
 – Złożony pozew dotyczył nie informacji w środku książki, bo te były nieistotne i prawdziwe. Problem w tym, że te informacje w żadnym stopniu nie pozwalały przypisać mojemu Klientowi pochodzenia komunistycznego, czy związków z bezpieką, a tym samym nie pozwalały na napiętnowanie, które wynikało z tytułu i charakteru publikacji. Sprawa dotyczyła wykorzystania wizerunku mojego Klienta do promocji tej książki i całkowicie nieuprawnionej próby wplatania go w resortowe historie – mówi reprezentujący Żakowskiego mec. Maciej Ślusarek z firmy prawniczej LSW Leśnodorski, Ślusarek i Wspólnicy.
Fronda, mimo że jeszcze w trakcie trwania procesu usunęła z okładki wizerunek dziennikarza, próbowała wykazać, że miała prawo go wykorzystać i opisać w książce. A później, gdy taka linia obrony okazała się nieskuteczna – że okładka jest utworem satyrycznym, więc nie należy brać jej zbyt serio.  
To również nie przekonało sądu. W trakcie procesu okazało się za to, że Fronda uzyskała znaczne zyski ze sprzedaży książki (sprzedała ok 130 000 egzemplarzy), w związku z czym Jacek Żakowski zdecydował się rozszerzyć zakres żądania względem wydawnictwa i dołożył do niego żądanie zadośćuczynienia finansowego za naruszenie dóbr osobistych.
Wyrok w sprawie zapadł 26 listopada 2014 r. Sąd okręgowy orzekł na korzyść dziennikarza, nakazując Frondzie przeprosić go w „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, „Gazecie Polskiej” i w internecie (w tym, na stronach samego wydawnictwa). Fronda miała też zaprzestać wykorzystywać wizerunek Żakowskiego i zapłacić mu 50 tys. zł zadośćuczynienia.
Wydawca „Resortowych dzieci” odwołał się od wyroku, wskazując że kwota zadośćuczynienia jest za wysoka, a zakres przeprosin zbyt szeroki. Według wydawnictwa informacja o wygranym przez Żakowskiego procesie rozniosła się tak szeroko, że dodatkowe przeprosiny nie są konieczne.
Sprawa ponownie trafiła na wokandę 28 kwietnia 2016 r. I ponownie zakończyła się na korzyść powoda. W uzasadnieniu sąd apelacyjny wskazał, że szerokie przeprosiny są konieczne, ponieważ informacja z okładki „Resortowych dzieci” trafiła do bardzo szerokiego grona odbiorców. Zatem do równie szerokiego grona muszą trafić przeprosiny wydawnictwa, Jak uzasadniał sąd – wiele osób, które zetknęły się z książką, mogło wyrobić sobie na jej podstawie nieprawdziwą opinię o Żakowskim. Sąd zaznaczył też, że informacje podane w publikacji dotykają dziennikarza i jego rodzinę, gdyż zarzucają mu „brak patriotyzmu”, co jest, „ogromną obelgą”.
Proces Jacka Żakowskiego przeciwko Frondzie pokazuje dobitnie, że nie można bezkarnie przypisywać osobom publicznym zachowań lub zdarzeń, które nie były ich udziałem, jedynie na tej podstawie, że żywi się do nich osobiste antypatie. Nie można też, bez wyraźnego uzasadnienia, korzystać z wizerunku znanych osób tylko dla zysku i reklamy. – Ten wyrok jest ważną pozycją dla tych, którzy biorą się do samodzielnego „lustrowania” poprzez przypisywanie osobom nielubianym i na celowniku cech i zdarzeń, które nie miały miejsca. Jasno też wskazuje, że użycie wizerunku do tak szerokiej akcji musi być mocno i rzeczowo związane z publikacją i opierać się na prawdziwych zdarzeniach – komentuje sprawę Ślusarek.

Maciej Ślusarek