Po wyroku Sądu Apelacyjnego z kwietnia 2013 r. w Warszawie oddalającego apelację CBA, Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego w wykonaniu orzeczenia sądu I instancji  był zobowiązany do opublikowania przeprosin dziennikarza „Gazety Wyborczej” Bogdana Wróblewskiego za naruszenie jego dóbr osobistych poprzez bezprawne i nieuzasadnione uzyskanie billingów jego rozmów telefonicznych. Redaktora Wróblewskiego reprezentowali przed sądami obu instancji Mec. Maciej Ślusarek oraz  Mec. Milena Bogdanowicz. Prawomocne orzeczenie Sądu Okręgowego zostało już przez CBA wykonane. Ze względu na wagę przedmiotowej sprawy, przedstawiamy tło i najważniejsze aspekty postępowania sądowego. 

Stan faktyczny

W październiku 2010 r. na łamach  „Gazety Wyborczej” ukazał się artykuł „Dziennikarze na celowniku służb specjalnych”, w którym ujawniono że w latach 2005 – 2007 służby specjalne i Policja zbierały dane na temat rozmów telefonicznych znanych dziennikarzy. W pozwie złożonym przez Bogdana Wróblewskiego wskazano, że w ramach prowadzonych działań, funkcjonariusze CBA przez pół roku  analizowali dane pochodzące z trzech należących do dziennikarza numerów telefonów, i to zarówno służbowych jak i prywatnych, w tym także dzielonych z innymi członkami rodziny. Pozyskane przez CBA dane pozwalały nie tylko na sprawdzenie z kim kontaktował się dziennikarz, lecz także na uzyskanie wiedzy o charakterze i długości trwania jego rozmów, a także o tym, gdzie znajdował się dziennikarz w chwili połączenia. W ocenie powoda, powyższe działania służb doprowadziły do naruszenia jego dóbr osobistych w postaci prawa do prywatności, a w szczególności skutkowały pogwałceniem objętej tym prawem autonomii informacji (tj. prawa do decydowana o ochronie informacji dotyczących jego osoby), a także doprowadziły do naruszenia tajemnicy komunikowania (w zakresie samego faktu komunikowania się). W trakcie procesu red. Wróblewski podkreślał, że upublicznienie „sprawy billingowej” wpłynęło na jego życie rodzinne oraz zawodowe, co było szczególnie uciążliwe dla niego jako dziennikarza śledczego, gdyż utracił zaufanie u niektórych informatorów. CBA odpierało zarzuty powoda twierdząc, że służby korzystały z  ustawowego uprawienia do pozyskiwania przedmiotowych danych z uwagi na prowadzone wówczas postępowanie w przedmiocie ujawnienia przecieków w służbie, a tym samym twierdziło że  działania operacyjne nie były bezprawne.

Wyroki sądu I i II instancji

Po rozpoznaniu sprawy, Sąd Okręgowy w Warszawie wskazał, że organy państwa niewątpliwie wkroczyły w sferę konstytucyjnych praw i wolności powoda, wskazując że taka ingerencja  wobec obywatela jest możliwa ale jedynie wówczas, gdy  istnieje wyraźna podstawa prawna oraz proporcjonalność oczekiwanych korzyści, uzasadniająca pozyskanie informacji w demokratycznym państwie prawa. Sąd stwierdził jednak, że w niniejszej sprawie funkcjonariusze CBA pozyskując dane telekomunikacyjne dziennikarza, przekroczyli swoje kompetencje wynikające z ustawy o CBA, przez co naruszyli dobra osobiste powoda, w tym jego prawo do prywatności  i prawo do swobodnego komunikowania się. W orzeczeniu Sąd wyjaśnił, że do bezprawnej ingerencji w dobra osobiste dochodzi już poprzez sam fakt bezprawnego gromadzenia danych o jednostce, niezależnie od sposobu dalszego ich wykorzystywani, a tajemnica komunikacji nie obejmuje tylko treści rozmów, ale także tożsamość rozmówców, informacje o czasie połączenia czy o lokalizacji abonentów, które można ustalić na podstawie billingów. Sąd podkreślił także wagę ochrony tajemnicy komunikowania  w relacjach pomiędzy dziennikarzem a jego źródłem informacji, co w przedmiotowej sprawie miało poważne skutki dla powoda.

 

W ocenie Sądu I instancji, żądanie powoda co do sposobów usunięcia skutków dokonanych przez CBA naruszeń było adekwatne do ich stopnia, stąd nakazał CBA opublikowanie przeprosin na drugich stronach trzech dzienników o zasięgu ogólnopolskim o określonej treści oraz nakazał pozwanemu zniszczenie wszelkich materiałów zawierających pozyskane przez służby dane.

 

CBA zaskarżyło powyższy wyrok wciąż powołując się na brak bezprawności swoich działań. Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił jednak apelację pozwanego, twierdząc że CBA pozyskując dane telekomunikacyjne powoda nie działało w ramach przysługujących mu kompetencji przyznanych w ustawie o CBA, gdyż nie wykazało, że żądało billingów dziennikarza w ramach postępowania w sprawie o jedno z „przestępstw korupcyjnych” (do ścigania których zostało powołane), a także nie udowodniło, że takie działanie operacyjne było niezbędne i nie można było skorzystać z mniej inwazyjnych środków dowodowych.

 

Sąd II instancji utrzymał ponadto wyrok sądu I instancji w zakresie zastosowanych środków ochrony, uznając zasadność umieszczenia przeprosin za bezprawne pozyskiwanie billingów B. Wróblewskiego w trzech ogólnopolskich dziennikach. W uzasadnieniu orzeczenia podkreślono, że chociaż samo naruszenie nie nastąpiło publicznie, to stało się ono przedmiotem zainteresowania mediów, zostało opisane w prasie i dotarło do szerokiego grona adresatów, stąd żądanie powoda było adekwatne do skutków bezprawnego działania CBA.

Precedensowy charakter orzeczenia

W komentarzach do obu orzeczeń podkreśla się ich precedensowy charakter. Mówi się, że po raz pierwszy sąd określił restrykcyjne granice sięgania po billingi przez służby specjalne, a samo orzeczenie może mieć doniosłe znaczenie dla ograniczenia dowolnego korzystania z tego instrumentu przez służby, których przecież nadrzędnym celem działania winna być ochrona porządku prawnego. To także bardzo ważny wyrok w kontekście określania relacji obywatela z władzą.

 

Nawet po kilku miesiącach od wydania wyroku w instancji odwoławczej nie sposób nie zapomnieć o przedmiotowej sprawie, podczas gdy na arenie międzynarodowej coraz częściej wspomina się o nadużywaniu uprawnień władzy do inwigilowania dziennikarzy. W maju 2013 r. świat obiegła wiadomość, że Departament Sprawiedliwości USA zdobył zestawienia połączeń wykonywanych w ciągu dwóch miesięcy z 20 numerów telefonicznych Associated Press (jednej z największych w Stanach Zjednoczonych agencji informacyjnych), znajdujących się w oddziałach agencji w Waszyngtonie i Nowym Jorku a także biurze AP w Kongresie, z których łącznie z mogło korzystać nawet 100 dziennikarzy. Agencja zarzuca służbom federalnym bezprawne pozyskanie bilingów, wskazując w szczególności na naruszenie wolności prasy.

 

Jeszcze większe wzburzenie wywołały informacje z czerwca 2013 r., kiedy to na skutek doniesień Edwarda Snowdena brytyjski „The Guardian" ujawnił skalę działań inwigilacyjnych Narodowej Agencji Bezpieczeństwa USA.

 

Wydaje się, że opisywane orzeczenie polskiego sądu mogłoby być wzorem dla ceny działań służb specjalnych także w USA, tym bardziej że domniemana skala naruszeń jest  nieporównywanie większa od działań stwierdzonych przy rozpoznaniu sprawy red. Wróblewskiego. Należy mieć tylko nadzieję, że gdy dojdzie do weryfikacji naruszeń dokonanych przez służby amerykańskie, sądy zwrócą szczególną uwagę (w ślad za sądami polskimi) na fakt, że nie wszystkie działania organów władzy mające w zamierzeniu służyć ochronie bezpieczeństwa państwa mogą uzasadnić jawne naruszenia praw obywateli.

 

Radca Prawny Emilia Musiatowicz

e-mail: e.musiatowicz@lsw.com.pl