- To plan zagospodarowania przestrzennego powinien decydować, gdzie i jak można budować, nie zaś ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego - podkreśla dr Marcin Włodarski, specjalista prawa nieruchomości.

W ocenie mecenasa nowelizacja przeforsowana w 2016 r. (Dz.U. z 2016 r. poz. 585 ze zm.) pod hasłem walki ze spekulantami cofnęła nas do lat 70., jeśli chodzi o obrót nieruchomościami rolnymi. - Z tą jednak różnicą, że w latach 70. mało kto chciał zamieszkać na wsi, choćby z powodu braku infrastruktury - dodaje Maciej.

Eksperci chwalą propozycję odejścia od klasyfikowania nieruchomości jako rolnych na podstawie zapisów ewidencji gruntów i budynków. W założeniu ustawa o obrocie ziemią odnosi się do terenów przeznaczonych w planach zagospodarowania przestrzennego wyłącznie na cele rolne. Problem w tym, że wiele gmin nie ma sporządzonych planów miejscowych bądź nie obejmują one wszystkich działek. W takich sytuacjach trzeba więc polegać na zapisach ewidencji gruntów i budynków, które często są bardzo nieaktualne.

 - Co prawda ewidencję gruntów i budynków odnawia się co kilka lat, ale powiela ona w zdecydowanej większości zapisy z lat minionych. Podam konkretny przykład: tereny zielone przy jednej z największych galerii handlowych w Warszawie w ewidencji są oznaczone jako grunty orne. Oznacza to, że sprzedając kilkuhektarową działkę, na której stoi galeria, obowiązują pełne obostrzenia zawarte w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego - wyjaśnia dr Włodarski.

 Cały artykuł „Krok w kierunku poluzowania rygorów” dostępny TUTAJ